Kogo wybrał Roman-Jakie

catering cała polska |sprzęt siłowy |Mechanik kraków

„Kogo wybrał Roman
Jakie to ma znaczenie
I tak już po ptakach. To tak jakby zginął w ostatnim dniu wojny.
Został Ben.
Hanka, umierając, powiedziała mi, że nie pociągnie mnie za sobą i jeśli będzie to możliwe, zrobi wszystko, abym żył jak najdłużej i wyprowadził na prostą gospodarstwo. Roman miał zostać moim następcą, jego sobie upodobała.
Ben. Teraz wszystko w jego rękach.
O siebie nie dbam, o mnie dba Hanka, tam, w zaświatach. Strasznie się to wszystko plącze, trudno połapać się, nie sposób pojąć, a osiwieć można i zwariować. Biorę wieszak z ubraniem, buty, idę do komórki i wkładam do trumny, i ten cały majdan na grzbiet. Trzeba się śpieszyć, cień cieniem, a słońce coraz wyżej i okrutna duchota, parno się robi, jutro może padać, tak zapowiadali.
Migiem sprawiam się z ubraniem, jakbym był pielęgniarzem. Białą muszkę też zakładam, może nie wypada, ale niech ma, ze śmiercią ślub bierze. Teraz tylko trumnę na wóz i hajda do kościoła. Kasztanka drży, kiedy ją zaprzęgam. Wszystko boi się śmierci. Tak już jest. Zrzucam postronki z orczyków, aby czasem nie poniosła. To byłaby tragedia. Ale nic złego się nie dzieje, tylko drży, cóż koń rasowy, wrażliwy. Powolutku, po desce wciągam trumnę na wóz i zakładam zatylnik, a potem podchodzę do Kasztanki, przytulam głowę do jej szyi, głaszczę po ganaszu i szepczę czułe słowa. Kiedy przestaje dygotać, wskakuję na wóz, ruszamy. Chciałbym szybko, ale droga nie pozwala, kocie łby, no i nie wypada. Dobrze, że Hanki nie ma, umarłaby razem z nim. Na pewno widzi to, ale tam się chyba już nie umiera. I widzi się jaśniej i głębiej, i dalej, i w jakiś szlachetny sens to się splata, jakieś dobro się widzi, a nie tylko grudę i kres. Mimo to żyć się chce, a ja muszę, bo jakbym teraz wyciągnął kopyta, Jastrzębie Wzgórze diabli wezmą. Nieustannie plotę to samo. A co ja znaczę I co takiego zrobiłem dla gospodarstwa Nic, po mieszkaniu myszy łażą, już się prawie człowieka nie boją. Na gwałt trzeba kobiety. Dobrej i mądrej, która dbałaby o dom jak o własne dziecko. A skąd wziąć taką w dzisiejszych czasach. Ben zachodzi do tej nauczycielki, myśli, że nikt o tym nie wie, ale to żadna partia, może i ze wsi, ale do naszego wzgórza nie pasuje. Rozmawiałem z nią. Nie kocha ziemi, żniw, kwitnących jabłoni i ciągle słuchawki na uszach, jakby ptaki poginęły. Stuknięta. Trudno o normalną dziewczynę. Ale wierzę, że wszystko będzie dobrze, Hanka czuwa w niebiosach, z góry widać lepiej. No i o nią też chodzi, o jej miejsce na ziemi. Zupełnie zgłupiałem. Jak można w takie androny wierzyć, jakby teraz żyła, to po cholerę byłoby zmartwychwstanie. Coś musieli pokręcić z tym niebem czy piekłem. Jeśli jeszcze raz ksiądz mi powie, że trafię do piekła, to mu przyłożę. Niech się opamięta. Niech zachowuje się jak pasterz, a nie jak pastuch. Gdybym miał dwadzieścia albo trzydzieści lat, pokazałbym Grzelakom, gdzie raki zimują. Pomstują na mnie za Marię, szepczą, że ja i Hanka wykończyliśmy ją. A że każda Grzelakowa swego męża żywcem do grobu wsadza, robi z niego robota i wycieraczkę, że każdy ich dom to sopel lodu, tego to nie widzą. O tym ani mrumru, bo pobożni, baldachim noszą, z tacą od stu lat chodzą, wieczni kościelni. A żaden z nich na żadnej wojnie nie był. Felerni albo platfus, albo zezowaty, albo się ślini. A płodni jak króliki.“(11)

<<<< Z natury rzeczy wydawało | Jej zręby formowały się >>>>

śmieszny prezent |inwestycje mieszkaniowe Łódź |lakiernik kraków